Bądź kowalem własnego losu! Kreuj swoją rzeczywistość! Odnajdź równowagę! Postaw na samorozwój! Takie i inne zalecenia spotykamy na każdym kroku, czytamy na afiszach promujących działania wszelkiego rodzaju coachów i innych specjalistów od „inżynierii duszy”. Co to jednak właściwie znaczy? Może oznaczać wszystko albo nic.

Nikt nie zapewni nam patentu na szczęście, równowagę i poczucie pełni. Nikt nie wyręczy nas w odpowiedzialności za własne życie ani nie przeżyje go za nas. Całe nasze życie polega na uczeniu się, poznawaniu, doświadczaniu. Nie raz jednak zadajemy sobie pytania: „Do czego dążę? Co chcę zrobić dalej ze swoim życiem? I właściwie – gdzie JA jestem w tym wszystkim, co mnie otacza?”

Te pytania nie są nowe i wielu z nas ma je niemal ciągle w podświadomości. Jeśli jednak je artykułujemy coraz częściej, czas na zastanowienie się i poszukanie odpowiedzi.

Obyś żył w łatwiejszych czasach

Czasy, w których żyjemy, nie są przyjazne. Większość z nas, nie będąc wybitnymi geniuszami, na których oczywiście pozna się zaraz cały świat, musi żyć w pewnych ramach, które nakłada społeczeństwo, rodzina, a także nasze własne wybory. Szybkie tempo życia, nadmiar obowiązków, troski i zmartwienia, problemy materialne, stres i przemęczenie nie sprzyjają temu, co można nazwać równowagą wewnętrzną. Często nawet nie mamy czasu zastanowić się, czy chcemy jej poszukać. Zatracamy się w codziennych problemach, zapominamy o marzeniach, pasjach, potrzebach. One jednak kiedyś nam się przypomną – i oby nie nastąpiło to w momencie, kiedy uznamy, że można już tylko z rezygnacją machnąć ręką…

A wątpliwości w sens własnego istnienia często dopadają nas w najmniej odpowiednich momentach – między powrotem z pracy, gotowaniem obiadu i innymi obowiązkami, wśród uporczywych myśli, czy nie zapomnieliśmy o czymś, jakim wyzwaniom musimy sprostać jutro. Co wtedy robimy? Najczęściej nic. Tymczasem jest to sygnał, któremu warto choć na chwilę poświęcić uwagę. Usiąść, głęboko odetchnąć i zastanowić się, czemu ta właśnie myśl teraz nas dopadła.

Najlepiej zrobić to, zanim nastąpi katastrofa – np. w postaci nieprzemyślanej decyzji podyktowanej nagłą, gwałtowną potrzebą „zmiany”, typu rzucenie pracy czy nawiązanie romansu.

Kto mi pomoże?

Czy istnieje choć jedna osoba, która nigdy w życiu nie krzyknęła na siebie w duchu: „Zrób wreszcie coś ze sobą!”? Zwykle następuje to w momentach nasilonego stresu, napięcia nerwów, sytuacji, z którymi nie potrafimy sobie poradzić. Okrzyk taki wywołuje najczęściej chwilową mobilizację (taki był zresztą jego cel), jednak takie a nie inne jego sformułowanie wynika z naszej podświadomości. Najczęściej chcemy i potrzebujemy coś ze sobą zrobić (absolutnie niezależnie od sytuacji, która wywołała ten okrzyk). Nie wiemy tylko, co.

W takich momentach często chcemy poszukać pomocy z zewnątrz. Oczywiście, zawsze warto porozmawiać z dobrym, doświadczonym psychologiem. Nieco ostrożniej należy natomiast podchodzić do wszelkiego rodzaju trenerów personalnych i innego rodzaju „coachów”, szczególnie tych, którzy zbyt energicznie się reklamują. Zmęczone własnym życiem osoby często szukają kontaktu z kimś takim, licząc, że ktoś naprawi ich od środka i pokaże, jak mają dalej żyć. Taka „kuracja” bywa zresztą pomocna, warto jednak „coacha” czy trenera poszukać ostrożnie i wybrać takiego, którzy postawi na wspólną z nami pracę, a nie na błyskawiczny, gwarantowany efekt.

Co ze sobą zrobić?

Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką możemy zrobić dla siebie, jest zwolnienie obrotów. Ostatecznie, każdą maszynę trzeba czasem wyłączyć i dać jej odpocząć, najlepiej zanim się przegrzeje. Objawem „przegrzania” może być to, co osobiście nazywam dość brutalnie syndromem „żaby na asfalcie”. Przychodzi bowiem moment, kiedy nawet wolny dzień czy wręcz tydzień nie da nam nic. Padamy rozpłaszczeni psychicznie jak „żaba na asfalcie” i dopiero, gdy skończy się ten wymarzony dzień/tydzień, po którym tyle oczekiwaliśmy, orientujemy się, że nie zrobiliśmy dla siebie przez ten czas nic. Nawet nie daliśmy sobie odpoczynku, choć teoretycznie odpoczywaliśmy przez cały czas. Po prostu nie mieliśmy siły. Dajmy sobie zatem chwilę oddechu, zanim staniemy się żabą na asfalcie.

Ten moment „oddechu” poświęćmy na szczery, prawdziwy, głęboki kontakt ze sobą. Może gdzieś w nas drzemie zapomniane marzenie, potrzeba, której nie zrealizowaliśmy. Może to ona jest przyczyną dręczących nas pytań. Zastanówmy się też, co jest dla nas najważniejsze, jakie mamy teraz priorytety, a jakie mieliśmy kiedyś – rodzina, dzieci, rozwój zawodowy, przyjaźnie, podróże, realizowanie pasji? Możemy spisać sobie najważniejsze rzeczy na kartce i zastanowić się, na jakim etapie w nich jesteśmy, nawet przyznając punktację, np. od jednego do dziesięciu. Gdzie czujemy się spełnieni, a gdzie odczuwamy braki? Potem zróbmy sobie dokładny bilans przykładowego dnia, wszystkich zajęć i obowiązków. Może na coś kładziemy za duży nacisk, może gdzieś „ucieka” nam czas. Może coś da się małym kosztem zmienić i pozwoli nam wygospodarować chwilę dla siebie. Być może potrzebujemy odmiany, nawet niewielkiej – zmiany otoczenia, mniejszej ilości obowiązków, a może wyjścia z domu choć raz w tygodniu i „niemyślenia” o niczym. Może też przez całe życie chcieliśmy zgłębić jakąś umiejętność, na którą nigdy nie było czasu. Albo marzyliśmy o zupełnie innej pracy? Tu akurat warto zachować ostrożność, liczyć się z realiami i stosować metodę „małych kroków” – np. jeśli marzyliśmy kiedyś o dziennikarstwie, zamiast rzucać dotychczasową pracę i szturmować redakcje, po prostu coś napiszmy i wyślijmy, bez przywiązań i oczekiwań.

Działaj konsekwentnie!

Warto pomyśleć, jak chcemy osiągnąć to, czego nam brakuje. Zapracowani rodzice często „marzą” o spędzaniu większej ilości czasu ze swoim dzieckiem – ale nawet gdy wyjdą wcześniej z pracy, zajmują się obowiązkami domowymi, a z dziećmi co najwyżej odrobią lekcje. Podobnie jest z „wolnymi” chwilami, w których mieliśmy się zająć sobą, a zawsze jest coś do zrobienia – zakupy, porządki, prasowanie. W efekcie niby „realizujemy”, a braki odczuwamy nadal. Prawda jest taka, że jeśli chcemy prawdziwej równowagi, to musimy być tak samo konsekwentni w tym, co daje nam przyjemność, jak i w obowiązkach i nie zaniedbywać żadnej z tych rzeczy na korzyść drugiej. I –- niestety – także i w tej kwestii przed nami wiele pracy. Mimo to warto się na nią zdecydować…

AM

Menu